Euroregion Beskidy

Urząd Miasta Bielsko-Biała

Fryderyk Chopin - Chopin 2010

Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl

web stats stat24

blogi

Blog > Komentarze do wpisu

15 lat temu

Słup i wagonik dawnej kolei linowej na Szyndzielnię

15 lat temu w Olszówce Górnej, tuż obok ostatniego przystanku autobusowego MZK linii nr 8, stanął słup. Nie jest to coś zwykłego. To pamiątka po dawnej kolei linowej na Szyndzielnię.

Była to pierwsza powojenna kolej linowa w Polsce i druga w jej historii - po tej na Kasprowy Wierch. Wyobraźmy sobie, jak wielka musiała być determinacja ludności nowo powstałego Bielska-Białej (które wspólnym miastem było dopiero dwa lata, a Olszówka nie leżała jeszcze wówczas w jego granicach administracyjnych), aby w 1953 r., kilka lat po wojnie, gdy mieszała się i ciągle napływała nowa ludność, podjąć się i ostatecznie zrealizować tak wielką inwestycję!

Jednak rejon Szyndzielni i północnych krańców Beskidu Śląskiego był popularny już dużo wcześniej! W 1897 roku powstało tu pierwsze w Beskidach schronisko turystyczne. Kolej linowa tak bardzo zwiększyła ruch turystów, że w latach 1954-57 schronisko znacznie powiększono.

Przez większą część PRLu równolegle do górnego odcinka kolei działał stok narciarski "Sahara" (na wysokości od 800 do około 1000 m n.p.m.) z wyciągiem orczykowym. Ta osławiona, czerwona i bardzo stroma trasa należała do najtrudniejszych w kraju. Po południu, po pracy można było w 15 minut dostać się z centrum miasta do Olszówki, w 15 minut wjechać koleją na szczyt i zjeżdżać... być w sercu Beskidów, wysoko ponad Bielskiem. Które polskie duże miasto miało taką możliwość? Żadne.

Zimą 1994/95 roku gruntownie zmodernizowano kolej. Austriacka firma Girak wymieniła w zasadzie wszystko: osprzęt, podpory, liny, tabor. Wybudowała nową stację górną i przebudowała dolną. Wówczas chyba nikt nie wyobrażał sobie, by na Szyndzielni nie powstał, równie nowoczesny jak kolejka, ośrodek narciarski. Przemawiało za nim wszystko: szczere chęci miejskich włodarzy, ambitne plany, świetna lokalizacja (północne stoki) i wieloletnia tradycja, sięgająca czasów jeszcze austriackich.

Plany były, owszem. Modyfikowane wielokrotnie, w zeszłym roku zakładały reaktywację "Sahary", budowę nowych wyciągów na górnym stoku Szyndzielni i na Klimczoku, budowę kolei krzesełkowej na Dębowcu i połączenie wszystkich szczytów nową nartostradą. "Zaklepane" były nawet pieniądze w miejskim budżecie! I środki unijne. Razem 40 milionów złotych! Przebudowano i zapewniono świetny dojazd z centrum szerokimi i wygodnymi ulicami: Armii Krajowej i Karbową. A jednak, nic się nie udało i nie uda.

Powód? Zieloni ludzie z Klubu Gaja, którzy doprowadzili do tego, że stoki Szyndzielni pozostaną w unijnym programie Natura 2000, a drzew wyciąć i tknąć nie można. Jest to bowiem "niezwykle cenne przyrodniczo siedlisko wielu gatunków zwierząt i roślin"... Niemal tak cenne jak park narodowy!

Ach... wściekłość mnie ogarnia, gdy myślę, w jakim kraju żyjemy. Gdy wygrywa niewielka grupka obrońców przyrody, ze szkodą dla ogółu społeczeństwa.

Na Szyndzielni nie powstanie nic. Kolejne lata nowoczesna kolej linowa będzie wwozić turystów donikąd. Niezwykle potężny potencjał turystyczny Bielska-Białej nie zostanie wykorzystany. Północne krańce Beskidów nie rozwiną się. Śmiać się będą, i już śmieją, Słowacy.

Paradoks olbrzymi, prawda? Polska, Polska i jeszcze raz Polska!

niedziela, 03 października 2010, arturr_g

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Jack, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/10/04 14:39:00
Tak wygląda chichot historii. Bielsko - Wintersportclub przy Beskidenverein z siedzibą w Alejach Sułkowskiego (później za komuny siedziba klubu ZMS-u), jako prekursor późniejszego PZN, tam gdzie rodziło się zorganizowane narciarstwo w Beskidach, wszystko zaprzepaszczone przez ekoterrorystów z Gajaklubu, bo nie znalazły się pieniądze na opłacenie przyjętej zwyczajowo w Polsce stawki 300 000,- zł. Budowa kolei linowej w tym miejscu była już rozpatrywana przed II wojną światową, łącznie z budową linii tramwajowej do Olszówki Górnej. Pomysł odżył w okresie Planu 6-letniego w latach 50-tych XX w. Dobrze, że chociaż kolejka powstała. Szkoda, że nie zachował się pierwszy typ wagoników, bardziej kanciasty, który można obejrzeć na starych pocztówkach. Ale to my, Polacy, sami sobie gotujemy taką rzeczywistość w imię ambicjonalno-personalnych interesów. Dawniej tego w Bielsku nie było! Pozdrawiam z Beskidu Wyspowego- mam tutaj i Dębowiec, i Szyndzielnię, i trasy zjazdowe jakich w Bielsku-Białej nie uświadczysz od dawna. Przykro o tym pisać.
-
arturr_g
2010/10/04 18:32:07
Jack: No tak, przykre to, co stało się w Bielsku. Zniszczyć taką historię, taką tradycję i taki teren! I pomyśleć, że doprowadziła do tego kilkunastoosobowa grupka ekoterrorystów z Wilkowic. Przykre, przykre, przykre! I przytłaczające!
Jesteśmy wobec takich zachować bezradni. Nie potrafię tego ani pojąć, ani zrozumieć.
Linia tramwajowa pod Szyndzielnię... to byłaby piękna sprawa! Styl, klasa i góry.

No ale żyjemy w Polsce, nie tylko w Bielsku mamy problemy z "ekologami".
-
Gość: satyrgaja, *.bielskobiala.vectranet.pl
2010/11/10 17:49:33
Jeśli możemy sobie wytłumaczyć powstanie olbrzymiej trasy "samochodowo-jezdnej z Bystrej Leśniczówki na Klimczok,która zdublowała już istniejącą /!/ to musimy przyjąć,że celem zbilansowania musimy się obejść smakiem i nie wykorzystywać trasy alpejskiej z Szyndzielni.Coś za coś.A że Polacy zmuszeni są do wyjazdów na narty na SLowację lub w Alpy,to pozostaje elementem przetargu z tzw."miłośnikami przyrody" za kilka lat,kiedy im się skończą fundusze.Bo jak to się stało,że ta trasa z Bystrej powstała? Przecież to ta sama góra.Pomyśleć,że te kilka tysięcy drzew wycięto!